Czego oczekuję od Papieża Franciszka

Czego oczekuję od Papieża Franciszka



 

Przyzwyczailiśmy się już do ciekawych, czasami kontrowersyjnych,  a często poruszających wypowiedzi naszego Papieża, tak jak i on sam wrósł już w krajobraz naszego świata. Czy jednak słowa „przyzwyczailiśmy się” nie opisują coraz bardziej nasz stan braku zaciekawienia treścią jego słów? Ich sensem? Braku gorącej reakcji jaka towarzyszyła pierwszym, dość nieoczekiwanym wypowiedziom Papieża?

 

Wydaje mi się, że dopiero teraz - kiedy już wiemy, co za człowiek w imieniu Chrystusa kieruje Kościołem - nadszedł czas do formułowania naszych, już bardziej racjonalnych oczekiwań zmian. Że dopiero dzisiaj mogę sam siebie zapytać - Czego oczekuję po Kościele Franciszka? Moim Kościele.

 

Wchodzimy w okres buntu wewnętrznego naszej cywilizacji z jednej strony, buntu wywołanego przez młodych,  którzy nie mają perspektyw na takie życie, jak mieli ich rodzice (to zachód Europy) lub mają całkiem marne jego perspektywy (nasz region), a  jednocześnie jako Europa tkwimy w narastającym zderzeniu cywilizacji judeo-chrześcijańskiej z cywilizacją muzułmańską, ale także pogłębiającej walce - bo tak to należy nazwać - dziedziców tradycji cywilizacji judeo-chrześcijańskiej, a wyrosłymi z niej jej przeciwnikami, zaprzeczającymi swym działaniem jakimkolwiek związkom z tą tradycją. 

 

Zmiany narastają i Kościół ma dwie drogi: nie zmieniać się, ograniczając coraz bardziej swoją liczebność, siłę oddziaływania i znaczenie, albo tak się zmieniać, by nie łamiąc zasadniczych dogmatów wiary, dostosowywać się do wyzwań nadchodzącego czasu. Walka o trwałość rodziny jest walką o przetrwanie Kościoła. Wszyscy chcielibyśmy ograniczyć liczbę rozwodów. Nie wiem, co musiałoby się stać, by trend się odwrócił. Katastrofa, której nikt nie chce? Bo przecież samo przemawianie do wiernych to całkiem za mało, jak pokazują dzisiejsze czasy. A przemawianie do nie-wiernych słabo Kościołowi wychodzi.

 

Czy więc rezygnować z tych, którzy jakże często nie są winni rozbicia małżeństwa i bardzo chcą być w Kościele? Nie. Ale co im się proponuje? Białe małżeństwo do końca ich dni? Wolne żarty. Więc jednak rezygnacja z takich ludzi? Potępienie? Czekanie na spowiedź i nawrócenie na łożu śmierci?

Nie akceptuję takiego stanu rzeczy. Bóg jest miłosierny. Bóg jest tak nieskończenie miłosierny, że odpuścił grzechy i (prawdopodobnie) wybaczył największemu mordercy wszechczasów, Rudolfowi Hoesowi, komendantowi obozu w Oświęcimiu, którego przez dwa dni spowiadał w wadowickim więzieniu, przyjął wyznanie winy, odpuścił grzechy (jakże ogromne) i udzielił Komunii Świętej  jezuita ojciec Lohne z Kościoła Matki Boskiej Miłosierdzia w Łagiewnikach, gdzie kilka lat wcześniej żyła święta Siostra Faustyna.

 

Więc dlaczego Bóg nie może wybaczyć i dopuścić do swego ołtarza człowieka, od którego odeszła żona, kobietę od której odszedł mąż. Oczywiście, winy trzeba wyważać.  Ale dla ułatwienia przyjmijmy wersję, że wina była po jednej stronie. I co? A nawet jak zawinili oboje i chcą się poprawić? To nie mogą?

 

Bóg jest Logiczny. Logiczny w swych działaniach. Jestem o tym przekonany. Inaczej nie powstał by ten przeraźliwie skomplikowany Wszechświat. I ten Logiczny Bóg, działający logicznie w skali makro,  nie może działać nielogicznie w relacjach Bóg – człowiek. Może po prostu Go nie rozumiemy? Może myślimy inaczej, niż On chce, byśmy myśleli?

A może nie rozumieją Go nasi przywódcy duchowi? Może źle interpretują Jego słowa? Wiem, ludzie idą po linii najmniejszego oporu, tak jak woda, płynąca z góry na dół. Nie zawsze tak można, często, w naszej wierze musimy wybierać drogę pod górę. Ale droga nie może zabić wędrowca. Pustynia nie może spalić na popiół. Bo wtedy ta droga nie ma sensu. Musi być nadzieja. Nie tylko nadzieja na  ostatnie namaszczenie.

 

„Dokumenty episkopatu muszą zawierać konkretne i zrozumiałe propozycje. Nie mogą w nich dominować treści abstrakcyjne, teoretyczno-doktrynalne, jakby ich adresatami byli jedynie uczeni i specjaliści” – powiedział Franciszek włoskim biskupom. Jego zdaniem takie dokumenty to jeden z przejawów osłabienia wrażliwości kościelnej, którą zauważa on dzisiaj w wielu regionach świata, na podstawie spotkań z różnymi episkopatami.

 

Jakże często, kiedy słucham listu polskiego episkopatu do wiernych, zastanawiam się nad tym, do kogo oni te listy piszą. Martwy język, terminologia wzięta z podręcznika dogmatyki, oderwanie od codzienności. A listy są wyrazem mentalności piszących.

 

Jakże często jednocześnie cieszę się kazaniami, w których – najczęściej młody – ksiądz mówi do ludzi po polsku, w języku powszechnie zrozumiałym, o sprawach nawet jeśli doktrynalnych to w przełożeniu na przykłady z codzienności, która dotyka wszystkich, wierzących bardziej i tych mniej wierzących, biednych i bogatych, cierpiących i radujących się.

 

Nie dyskutuję tu o sprawach ochrony życia. To jest poza dyskusją. Ale o rozwodach i o ich ofiarach musimy dyskutować. I musimy szukać wyjścia. Nie można iść drogą proponowaną przez niemiecki episkopat. Moim zdaniem to zła droga. Ale oni przynajmniej dyskutują. A u nas? Martwa cisza.

 

Co robić? Może zacząć od przeformatowania do dzisiejszych czasów mentalności i zasad działania szanownych sądów biskupich. Zamknięcie w wieży z kości słoniowej dogmatów nie pomaga zrozumieć złożoności świata. Może w tym świecie, który zgłupiał, należy ze zrozumieniem i bez tej kolosalnej biurokracji podchodzić do faktu, że ludzie biorący ślub także są ogłupieni światem, nawet jeśli inteligentni i że często ktoś bierze ślub w kościele, bo chce mieć tylko grające organy w tle, narażając drugiego na nieszczęście na całe życie po szybkim rozwodzie?

 

A za każda decyzją sędziego, orzekającego w sprawach ważności małżeństwa, musi być Boże Miłosierdzie, które potrafi wybaczyć największemu zbrodniarzowi, gdy się chce poprawić,  kiedy jednocześnie - według sędziego - nie potrafi wybaczyć opuszczonej przez męża żonie.

 

Na litość Boga! Przecież Bóg jest Logiczny. Tylko należy Go zrozumieć!

 

Mam cichą nadzieję, że Papież Franciszek słyszy podszept Ducha Świętego i zaczyna rozumieć. Mam cichą nadzieję, że zdoła przekonać do tego szeptu także Kościół.

 

 

 



































Zgłoś post do moderacji