Dlaczego umieramy młodo i bez winy?

Dlaczego umieramy młodo i bez winy?




 

Chodzi za mną od jakiegoś czasu pytanie, zrodzone ewangelicznym cytatem z wypowiedzi Chrystusa, który mówił o osiemnastu jerozolimskich mężach przygniecionych gruzami wieży przy sadzawce Siloe. Świadomość śmierci może przypadkowej, a w każdym razie niespodziewanej, śmierci ludzi mających pewnie obowiązki do spełnienia, rodziny, głodne dzieci, ludzi którzy nie byli bardziej grzeszni od pozostałych, śmierci o której Chrystus mówi z jakimś dziwnym spokojem, można by rzec - obojętnością, jak o czymś, co zdarzało się, zdarza i zdarzać będzie na wieki wieków i nie wiadomo dlaczego i kto na to ma wpływ. Już te słowa pewnie wywołają protest, bo założenie, że Bóg nie ma na coś wpływu jest o ile nie świętokradcze to na pewno kłóci się z naszym potocznym pojmowaniem Boga.

Bo nawet na nieszczęścia Hioba Bóg wyraża zgodę, czyli ma wpływ, decyduje, nawet jeśli to Szatan te nieszczęścia zsyła. Czy tak jest zaiste?

 

Porywając się na próbę odpowiedzi na tytułowe pytanie (można je dowolnie rozszerzać choćby o „dlaczego cierpimy bez winy) popełniam swoiste seppuku, jako że mam świadomość własnych braków nie tylko w wykształceniu biblijnym, ale każdym teologicznym i filozoficznym, dającym każdemu księdzu narzędzia do dyskusji, których mi brak. Niemniej zbyt duże mam wewnętrzne ciśnienie, by nie spróbować się z tym pytaniem zmierzyć, nie znając rozważań wybitnych myślicieli, które zapewne istnieją.

 

Jak już pisałem, moja znajomość Pisma Świętego jest fragmentaryczna i nie poparta studiami. I może tak być, że przytaczane przeze mnie przykłady, nawet jeśli w pierwszej analizie wspierają moje tezy, mogą nie okazać się takimi, gdy ich analizę poprze się szerszym ewangelicznym kontekstem.

 

Nie odchodząc z nad sadzawki Siloe, spotykamy tam ślepego od urodzenia. „Zapytali go uczniowie jego, mówiąc: Mistrzu, kto zgrzeszył, on czy rodzice jego, że się ślepym urodził?  Odpowiedział Jezus: Ani on nie zgrzeszył, ani rodzice jego, lecz aby się na nim objawiły dzieła Boże”. Czyli mówiąc pokrótce to Bóg sprawił, że człowiek urodził się ślepy. Nie grzech rodziców, a tym bardziej jego samego, ale wola Boga. Tu kończy się dobrze, bo mówił dalej Jezus: „Musimy wykonywać dzieła tego, który mnie posłał, póki dzień jest; nadchodzi noc, gdy nikt nie będzie mógł działać. Póki jestem na świecie, jestem światłością świata. Po tych słowach splunął na ziemię i ze śliny uczynił błoto, i to błoto nałożył na oczy ślepego.  I rzekł do niego: Idź i obmyj się w sadzawce Syloe  (to znaczy Posłany). Odszedł tedy i obmył się, i wrócił z odzyskanym wzrokiem.

 

A inni ślepi? Którzy nie spotkali Jezusa, by ich uzdrowił?

A ci, których przywaliła wieża? Którzy zginęli w trzęsieniu ziemi na Haiti? Którzy nie przeżyli Holocaustu?

 

Przyjaciele Hioba udowadniają mu, że jego nieszczęście sprowadził na niego grzech. Bo nie mieści się im w głowach, że może być nieszczęście czyli kara bez grzechu. Oni są wyrazicielami żydowskiego przekonania, że grzech jest przyczyną kary.

I my także wiemy, że Bóg za dobre wynagradza a za złe karze.

Ale Hiob mówi także: „Jest myśl, co mnie tak przeraża, że drżę na całym ciele:

Czemuż to żyją grzesznicy? Wiekowi są i potężni. Trwałe jest u nich potomstwo i dano oglądać im wnuki. Ich domy są bezpieczne, bez strachu, gdyż nie sięga ich Boża rózga. (….) Pędzą swe dni w dobrobycie, w spokoju zstępują do Szeolu”.

 

W swym nieszczęściu „Hiob wstał, rozdarł swe szaty, ogolił głowę, upadł na ziemię, oddał pokłon i rzekł: ”Nagi wyszedłem z łona matki i nagi tam wrócę. Dał Pan i zabrał

Pan. Niech będzie imię Pańskie błogosławione!”

 

Rzekła mu żona: ”Jeszcze trwasz mocno w swej prawości? Złorzecz Bogu i umieraj!” Hiob jej odpowiedział: ”Mówisz jak kobieta szalona. Dobro przyjęliśmy z ręki Boga. Czemu zła przyjąć nie możemy? W tym wszystkim Hiob nie zgrzeszył swymi ustami”.

 

My wierzymy, że Bóg jest miłosierny. Miłosierny nie musi oznaczać, że nie nakłada na nas doświadczeń. Moim zdaniem bardziej oznacza to, że odpowiada na nasze modlitwy. „Zaprawdę powiadam wam: o cokolwiek prosić będziecie Ojca w imię Moje, da wam”.

 

Można by jednak zapytać: a po co nas doświadcza. Po co doświadcza ludzi, którzy nie zawinili? Powie ktoś: A są tacy? Chyba można sobie wyobrazić, że są. Choćby dzieci. Czy Bóg ich nieszczęściem każe ich rodziców? Trudno uwierzyć w takiego Boga. Więc dlaczego?

 

Mówił Jezus: „Myślicie, że owych osiemnastu, na których zwaliła się wieża w Siloe i zabiła ich było większymi winowajcami niż inni mieszkańcy Jerozolimy? Bynajmniej, powiadam wam;” Widać, że Jezus nie powiedział, że ludzie ci byli bez winy. Byli tacy, jak wszyscy inni, jak my. Czyli wszyscy jesteśmy grzeszni? Pewnie tak. Bardziej czy mniej. Ale Bóg niekoniecznie każe wielkich grzeszników (na Ziemi).

 

Mówił Elifaz, przyjaciel Hioba: „Czyż u Boga człowiek jest niewinny, czy u Stwórcy śmiertelnik jest czysty?” Wszak On sługom swoim nie ufa: i w aniołach braki dostrzega. A cóż mieszkańcy glinianych lepianek, których podstawy na piasku? – Łatwiej ich zgnieść niż mola. Szczęśliwy, kogo Bóg karci, więc nie odrzucaj nagan Wszechmocnego”.

 

Pamiętajmy, że Bóg uznał za nieprawdę to, co mówił Elifaz i inni przyjaciele Hioba.

Także Bildad, który tak mówił: „Czyż Bóg nagina prawo, Wszechmocny zmienia sprawiedliwość? A jeśli synowie zgrzeszyli i oddał ich w moc ich występku?

Radzę do Boga się zwrócić, o łaskę do Wszechmocnego. Jeśliś jest czysty, niewinny, to czuwać będzie nad tobą, uczciwy twój dom odbuduje

 

Bo Hiob cały czas twierdzi że nie zgrzeszył przeciwko Bogu. Choć jednocześnie prawie że wyzywa Boga na pojedynek na argumenty. Tylko przed jakim sądem?

.

Mówi Hiob: „On i prawym zamknie usta, mam słuszność, a winnym mnie uzna.

Czym czysty? Nie znam sam siebie, potępiam swe własne życie. Na jedno więc, rzekłem, wychodzi, prawego ze złym razem zniszczy. Gdy nagła powódź zabija, drwi z cierpień niewinnego; ziemię dał w ręce grzeszników, sędziom zakrywa oblicza. Jeśli nie On - to kto właściwie?”

 

Jeśli nie on, to kto?

Ale i z tych słów Hiob się wycofuje, przepraszając Boga. Więc kto? Więc dlaczego?

 

I znowu Hiob: „Nie potępiaj mnie, powiem do Boga. Dlaczego dokuczasz mi, powiedz! Przyjemnie ci mnie uciskać, odrzucać dzieło swoich rąk i sprzyjać radzie występnych? Czy oczy Twoje cielesne lub patrzysz na sposób ludzki?

 

 

I ani na jotę nie jesteśmy bliżej wyjaśnienia.

Bóg odrzuca argumentację przyjaciół Hioba, że przyczyną cierpień jego jest grzech, ale i Hiob, który chciał z Bogiem iść do sądu, kiedy wreszcie mógł mówić z nim bezpośrednio, stracił cały rezon. „Posłuchaj, proszę. Pozwól mi mówić! Chcę spytać. Racz odpowiedzieć! Dotąd Cię znałem ze słyszenia, obecnie ujrzałem Cię wzrokiem,

stąd odwołuję, co powiedziałem, kajam się w prochu i w popiele”.

 

Odwołuje co powiedział. Czyli co odwołuje? Bóg mówi do Elihu: „Zapłonąłem gniewem na ciebie i na dwóch przyjaciół twoich, bo nie mówiliście o Mnie prawdy, jak sługa mój, Hiob”.

 

Przecież nie to, że cały czas wierzył w Boga. Skoro Bóg mówi o Hiobie, że ten mówił o Bogu prawdę. Myślę, że odwołuje te słowa gniewne, te pogróżki pod adresem Boga, to wyzwania, jaki Bogu rzucił słowami takimi m.in.: „[Gdy] gardzą mną przyjaciele, zwracam się z płaczem do Boga, by rozsądził spór człowieka z Bogiem, jakby człowieka z człowiekiem”,   a na które Bóg tak m.in. odpowiedział: 

Przepasz no biodra jak mocarz! Będę cię pytał - pouczysz Mnie. Naprawdę chcesz złamać me prawa? Wykażesz Mi zło? Jesteś czysty? Czy ramię masz mocne jak Bóg? Czy głos twój rozbrzmiewa jak Jego? Przywdziej potęgę, wyniosłość, przystrój się pięknem i siłą! Wylewaj pyszny twój gniew, spojrzyj na dumnych i poniż ich.

 

I tak doszliśmy do końca księgi Hioba. I co z tego, ze potem żył długo i szczęśliwie? Czy szczęście może być pełne po takim upadku? Czy można być w pełni szczęśliwym, gdy przeżyło się Holocaust? Czy jesteśmy winni i dlatego cierpimy. Czy cierpimy także bez winy. Jak ten ślepiec, który ze swoim nieszczęściem żył po to, by go uzdrowi Jezus i by mógł być zapisany na kartach Ewangelii.

 

Widzę, że kręcę się „za własnym ogonem”.

 

Czy nie za dużo oczekujemy od Boga, który dał nam wolną wolę, także do robienia zła, do sprawiania nieszczęścia bliźnim, i jednocześnie chcemy, by tę wolną wolę ludziom blokował, kiedy tylko o to go poprosimy. Ale często nie zdążymy poprosić. Czy Bóg jest o to, by nas strzegł zawsze i wszędzie, ale odpuszczał tylko wtedy, kiedy nasza wolna wola postanowi zrobić coś złego, na przykład przejechać przez wieś z szybkością 120 km/h, a akurat na drodze są małe dzieci?

 

Zresztą, czy może istnieć świat, w którym żyją wyłącznie ludzie w stanie najwyższego szczęścia? A niby skąd by mieli wiedzieć, że są w taki stanie, jeśliby nikt nie był nieszczęśliwy?

Czy nie za dużo oczekujemy od Boga? Przecież nawet On nie jest w stanie takiego świata stworzyć. Podobno tak było w Raju. Podobno. Tak ma być w Niebie. Może dlatego tyle nieszczęścia jest na Ziemi, byśmy w Niebie byli tylko szczęśliwi, w kontraście do naszego tu życia?

 

Czy chcemy wykazać Bogu zło, jak Hiob? Przecież Bóg jest Dobrem. W opozycji do Zła, które jest realne i obecne, i cały czas ma wpływ na nasze życie. Pewnie nie chodzi na pogaduszki z Bogiem, jak chce tego zapis o Hiobie, odzwierciedlający stan wyobrażeń ludzi tamtego czasu, ale cały czas jest i cały czas na nas wpływa.

 

Ja wiem, że łatwo teoretyzować temu, któremu jest dobrze. Wszyscy w tym momencie jesteśmy przyjaciółmi cierpiącego jakiegoś Hioba, któremu staramy się wytłumaczyć powód jego cierpienia.

Najgorzej bywa, kiedy sami stajemy się Hiobami.

Jacy wtedy będziemy? Czy potrafimy wszystko tak pięknie zracjonalizować, wytłumaczyć? Czy sami nie odwrócimy się – złamani ciężarem doświadczeń – od Boga? Czy nie przestaniemy w Niego wierzyć? Czy nie wyzwiemy Go na ludzki sąd, chcąc Mu udowodnić, ze był niesprawiedliwy?

 

Pisałem kiedyś na koniec wiersza, zatytułowanego „Osiemnastu z Siloe” takie słowa

 

„ale czyż można mówić o niesprawiedliwości

czyż  nie jest śmierć niespodziewana wpisana

w porządek świata nie jest przestrogą zachętą

do bycia gotowym bo przychodzi jak złodziej

i ani dnia ani godziny jej nie damy winni niewinni

bo jak się nie nawrócimy to wszyscy

tak jak oni zginiemy”

 

Nie wiem, czy cokolwiek, komukolwiek wyjaśniłem, przybliżyłem. Ale jakoś wylałem z siebie to, co mnie dręczyło. Pewnie to tylko będzie materiał do dalszych przemyśleń.

 

 






































































Zgłoś post do moderacji