Trzy namioty


Trzy namioty - wiersz z tomu "Jak Piłat"

 

Kiedy moje myśli miały świeżość pąków,

a głowa wyrastała wysoko ponad ramiona,

stawałem na górze, by obcować z wiatrem

jak oddechem Pana. Błogosławiony wiatr.

 

Dobrze byłoby zbudować tu namiot, Boże,

i być bliżej Ciebie – mówiłem do rosy,

wypiękniającej brylancikami kilim traw,

do ptasich czółenek, tkających zasłony chmur,

do gwiazd powieszonych nad nocą, jak pragnienie

nieskończoności.

 

Ale schodziłem w doliny i zapominałem,

że bywają marzenia, które spełniają się w pięknie,

że są głosy, które są modlitwą przez to, że są,

że są słowa ważne, zapisane na ścianie

palcem światła.

 

Na Górze Tabor Niebo zdaje się być znowu

bliżej, a ludzkie sprawy odległe jak Wzgórza Golan.

Zmęczenie broni przed zdawkowym gestem,

nieprzemyślanym słowem.

 

Brama Wiatrów rozdziela po połowie

wiatr wiejący z gorącej doliny Jizreel,

pomiędzy przeszłość zamkniętą jak karta

Starego, a teraźniejszość, jak karta Nowego

Testamentu.

 

Piotr, Jan i Jakub są skautami

szkolnej wycieczki na Górę Przemienienia.

Zbudowali trzy namioty na skraju urwiska,

ale zakrył je „obłok świetlany”. Znikły

w bezczasie, jak słowa Mojżesza i Eliasza,

wypowiadane do Pana, tajemnice tej Góry.

 

Skąd wiem, że były?

Bo wciąż wibruje mi w uszach:

„To jest mój Syn umiłowany,

w którym mam upodobanie, Jego słuchajcie!”

 

I słucham.

Rozważam tajemnicę mej wiary.

Na szalach rozumu i uczucia.

Wierzę. Czy jestem racjonalnym?

Czy umiem zbudować logiczną konstrukcję życia

na skale Słowa?

Czy system moich pojęć i uczuć jest spójny?

Odkrywam kawałek po kawałku. Osądzam.

Ja, Piłat.

 

Zgłoś post do moderacji