Chrześcijański lider


 

Przeszedłem nocą 54 kilometry. Głównie sam, chociaż w pobliżu mnie szli inni „wariaci”. Chyba nikomu nie przewodziłem, choć starałem się być blisko czoła. Trochę bolały nogi, ale znośnie, bo od sierpnia ćwiczę na siłowni, a tydzień wcześniej szedłem w dzień przez siedem godzin. Mam już ponad sześćdziesiąt pięć lat i kieruję firmą. Dość dużą. Czy jestem liderem? Nie wiem. Bo być prezesem, to nie zawsze znaczy być liderem.

 

Czy mógłbym być chrześcijańskim liderem? A co to znaczy być liderem? Wg Wikipedii lider to osoba lub organizacja przewodząca, stojąca na czele danej grupy. Cechą charakterystyczną lidera jest to, że ludzie lub organizacje same chcą go naśladować oraz łatwo poddają się jego przywództwu.

 

Kolejna Ekstremalna Droga Krzyżowa miała poprowadzić jej uczestników za Chrystusem do bycia chrześcijańskim liderem. Już w samej definicji chrześcijańskiego lidera, zamieszczonej na początku Rozważań do EDK, można było znaleźć w temacie pomieszanie z poplątaniem.

 

Powiedzmy, że chrześcijański lider to osoba głosząca swoim życiem Chrystusa, za która dlatego idą inni ludzie lub przynajmniej ją naśladują. Albo nawet tylko powiedzą o nim, że to dobry człowiek. Takim liderem mogła by więc być moja świętej pamięci Mama, prosta kobieta, może nią być przewodnicząca Stowarzyszenia rodzin katolickich w parafii, zaangażowana, prosta emerytka, może być młody ksiądz, umiejący i życiem, i nauczaniem przekonać młodych, pociągnąć ich do Chrystusa. Takim liderem może być nawet właściciel firmy, traktujący pracowników jak ludzi, nie oszukujący ich i dbający o nich co najmniej na tyle, na ile rynek pozwala, by mieli świadomość, że także w fabryce są ludźmi, dziećmi Chrystusa.

 

EDK to wspaniała impreza. Pełna ludzi pełnych wiary. Wiary, że dojdą wraz Chrystusem. I nawet jeśli zmęczenie ostatnich stacji nie pozwala na zbyt uduchowione przeżywanie Chrystusowej męki, a szczególnie rozważanie rozważań, to całość wpada w pamięć na zawsze.

EDK była dla mnie czasem totalnej modlitwy. Chyba nigdy jeszcze nie miałem okazji by modlić się przez 11 godzin z małymi przerwami. Za wszystkich bliskich i dalekich, znanych i nieznanych. Ileż razy obróciłem Koronkę do Bożego Miłosierdzia? Najbardziej ukochaną. To naprawdę wielki plus jaki dostajemy od EDK

 

Ale jest jednak coś, co we mnie tworzy dysonans pomiędzy modlitwą przeżywaną wewnętrznie i wyczytywaną z Rozważań i potem rozważaną w drodze..

 

Poprzednia EDK w swej części teoretycznej dyskryminowała kobiety. Tak jakby tylko męscy twardziele leźli za Chrystusem, a baby co najwyżej ścierały Mu pot z czoła i ryczały. A przecież połowa uczestniczek EDK to kobiety. To mnie autentycznie bolało i o tym pisałem w ankiecie po. W tej EDK już wiele kobiet dzieli się z nami swymi myślami. Są już równoprawnymi uczestnikami EDK, równoprawnymi pielgrzymami Chrystusa.

 

Za to tegoroczna droga dyskryminuje prostych ludzi. A widziałem ich po drodze trochę. Nie byli wyekwipowani, np. w kozaczkach lub byle jakich butach, bez turystycznego wyposażenia. Mieli tylko wielkie pragnienie przejścia tej drogi.

I ci prości ludzie czytali zwierzenia pięciu lekarzy, jednej farmaceutki, informatyka, naukowca i trzech pracowników korpo jak tu zostać chrześcijańskim liderem.

 

W kierowanej przeze mnie firmie pracuje bardzo wielu ludzi, którzy nigdy nie zostaną liderami, jakich propaguje tegoroczna EDK. Wielu z nich ledwie wiąże koniec z końcem. I największym ich pragnieniem jest zapewnienie rodzinie bezpiecznego, podstawowego bytowania.

Niektórzy z nich przeszli jednak całą EDK. Co sobie myśleli, czytając te rozważania nie z ich świata?

 

Pisał Dk. Jacek Pawłowicz o dziwnym stosunku księdza Stryczka do wielkich pieniędzy. Trochę się nie dziwię Stryczkowi. Wielkie pieniądze fascynują. I ludzie, którzy je zarabiają także. Ja też podziwiam właściciela mojej fabryki. Wielki facet. Lider.

Przy czym moja fascynacja jest inna niż ks. Stryczka. On musi patrzeć jak kapłan. A gdy mu nie przeszkadza zarobek prezesa 300 razy większy niż pracownika, to coś jest z nim niedobrze. Być może akcja szlachetnej paczki jest takim zadośćuczynieniem sumieniu księdza za fascynację wielkimi pieniędzmi, niejako odpokutowaniem tej fascynacji. Rozdawanie okruchów z pańskich stołów. Jakoś mi się to wszystko nie klei razem.

 

Ja mogę tylko wspomóc w biedzie pojedynczą osobę. Nigdy jednak nie zapomnę, że znakomita większość z nas ma mało. A tylko nieliczni mają bardzo wiele.

Jeśli przyjmiemy, że nieliczni mają tak wiele po to, by liczni mieli na przeżycie, bo inaczej nie mieliby nic, to może to jest jakieś wyjaśnienie tej dychotomii księdza Stryczka.

Tylko że nie powinniśmy im pokazywać, szczególnie w takich chwilach, jak przeżywanie męki Chrystusa, tego jak są mali i biedni.

 

Ale w przyszłym roku znowu - jak Bóg pozwoli - pójdę. Jeszcze na dłuższą trasę.

 

 

Zgłoś post do moderacji