Prawda o Zmartwychwstaniu, prawda o nas, prawda..


Prawda to nie jest opinia większości. Każdy z nas musi świadczyć swoją prawdę.

W opisie Męki Pańskiej wg. św. Mateusza, która bywa czytana w Niedzielę Palmową, są takie słowa: „Tymczasem arcykapłani i cała Wysoka Rada szukali fałszywego świadectwa przeciw Jezusowi, aby Go zgładzić. Lecz nie znaleźli, jakkolwiek występowało wielu fałszywych świadków. W końcu stanęli dwaj i zeznali: «On powiedział: „Mogę zburzyć przybytek Boży i w ciągu trzech dni go odbudować””.

Zeznając, ci fałszywi – jak chce Ewangelista – świadkowie, potwierdzili prawdę. Czy byli fałszywymi świadkami, czy tylko nierozumnymi nosicielami prawdy? Prawdy, tak różnie rozumianej. Bo przecież nie jest tak, że jak różni poszukują prawdy, to szukają tej samej i jedynej.

Słowo „prawda” wg św. Tomasza z Akwinu może być rozumiana trojako. Mnie odpowiada druga definicja prawdy – teoriopoznawcza – „Prawda zachodzi wówczas, jeżeli to co jest w naszym intelekcie jest zgodne z rzeczywistością”

Ta definicja powoduje (moim zdaniem), że poszukiwanie prawdy przez człowieka jest uwarunkowane jego własnymi cechami. I w tym samym czasie to samo zdarzenie może być przez różnych ludzi różnie oceniane. A każdy z nas jest inny. Stąd te różne ludzkie prawdy.

Są i inne implikacje Tomaszowej definicji prawdy. Czy z niej wynika, że zdarzenie złe, samo Zło, jest prawdą? Najwyraźniej tak. Takie stwierdzenie uderza w nasz fundament, na którym budujemy swoją tożsamość, traktując prawdę jako dobro.
A jeśli prawdą może być zło, to czy występując przeciwko niemu występujemy przeciwko prawdzie, czy wręcz przeciwnie, tylko je/ją potwierdzamy, świadczymy o tej złej prawdzie, jednocześnie nie godząc się z nią?

Postępując uczciwie, nie godzimy się na złą prawdę. Nie godzimy się na zło. Ale kiedy się nie godzimy? Nie godzimy się wtedy, kiedy jesteśmy świadkami, ale świadkami aktywnymi, którzy świadczą przeciwko złu, czyli przeciw złej prawdzie.

A jeśli nie świadczymy? Jeżeli tylko zachowujemy w sobie tę wiadomość o prawdzie, będącej złem? Czy nie stajemy się wspólnikami zła? Czy usprawiedliwia nas w naszym milczeniu ludzki strach, dbałość o rodzinę, niechęć do bycia zauważonym itd.? Jesteśmy wszyscy, ja także, jedynie słabymi ludźmi, tchórzliwymi obserwatorami tego, co się dzieje. I staramy się być jedynie obserwatorami. A powinno być inaczej.

Trzeba świadczyć o prawdzie. Trzeba świadczyć, nawet wtedy, jeśli nie do końca wiemy, czy to, o czym świadczymy, jest dobre czy złe. Bo tylko Bóg zna wartość naszych zeznań. Widzieliśmy, więc świadczmy. Nawet, jak w Ewangelii, przeciwko Bogu. Ze świadczenia tamtych ewangelicznych – fałszywych, jak chce Mateusz – świadków, wyrosło dobro. Z naszego świadczenia może także wyrosnąć dobro. Nawet jak nie umiemy sobie tego dobra wyobrazić.
Musimy być świadkami. Musimy dawać świadectwo. Wbrew wszystkiemu i wszystkim. Tak odczytuję przesłanie tego fragmentu Ewangelii z Niedzieli Palmowej.

Co byłoby, gdyby faryzeusze nie znaleźli tych dwóch fałszywych świadków?

Fałszywy świadek ma skłamać, ma podać nieprawdę, opowiedzieć o sprawie, której nie było, nie istniała. Ewangeliczny fałszywy świadek kłamie, a mówi prawdę, mówi prawdę, a kłamie.

Niezależnie od intencji zeznań tamtych świadków, byli świadkami. Świadczyli w swoim mniemaniu prawdę, opowiadali o prawdziwym zdarzeniu, i uważali, że to Chrystus wcześniej skłamał, czyli był w ich ocenie – fałszywym świadkiem, bo mówił o rzeczy, która zdarzyć się nie mogła, a oni nie rozumieli, co mówił.

Czy rzeczywiście byli fałszywymi świadkami? Ewangelista mówi, że tak. Ale on wiedział, że Chrystus zmartwychpowstał. A oni nie wiedzieli. Wysoka Rada wybrała najgorszych z możliwych fałszywych świadków, bo świadczących prawdę, a nie kłamstwo. Wysoka Rada wybrała ich, by świadczyli przeciwko Chrystusowi, a świadczyli przeciwko niej.

Na co dzień znajdujemy się w najróżniejszych sytuacjach. Jakże często jesteśmy świadkami zdarzeń, które ogólnie możemy określić jednym słowem – złe. Będąc świadkami zdarzeń złych, najczęściej milczymy, zatrwożeni. Dlatego ten nasz świat jest taki zły, bo przeciwko temu prawdziwemu złu nie świadczymy. Bo jesteśmy fałszywymi świadkami, którzy milczą i milczeniem przyzwalają, potwierdzają. I zło ma się dobrze. Mimo że Chrystus zmartwychwstał.

W liście do Koryntian święty Paweł pisze o fałszywych świadkach tak: Jeżeli Chrystus nie zmartwychwstał, daremne jest nasze nauczanie, próżna jest także wasza wiara. Okazuje się bowiem, że byliśmy fałszywymi świadkami Boga.”

Ale Chrystus zmartwychwstał. Świadczymy o tym zdarzeniu i jesteśmy jego świadkami. Jesteśmy świadkami Boga, świadkami Prawdy, tej Prawdy, która jest tylko dobrem, na której budujemy nasze życie.

Tak jak musimy być świadkami Zmartwychwstania, świadkami naszej wiary, aktywnymi świadkami, tak musimy być świadkami naszego świata, naszej rzeczywistości, świadkami przeciwko złu, za dobrem, świadkami prawdy.

Mam wrażenie, że w tych rozważaniach jakoś zabłądziłem, chociaż nie wiem gdzie. Życząc wszystkim, by dawali świadectwo swojej prawdy, nawołuję przecież jednocześnie, by niejednokrotnie świadczyli przeciw Prawdziwe, by byli za Złem. I wiem, że to nie jest dobre, ale wiem też, jestem przekonany, że jest jak najbardziej realne, spotykane wokół nas.

Gdzie robię błąd?

Zgłoś post do moderacji