RAZEM (z dziećmi)


Nie mam ostatnio za wiele czasu, ale dla mielczan jeszcze coś pisuję. To jeden z takich felietoników. Moze zaciekawi też bywalców Areopagu.

 

Nie wiedziałem, że jest w Mielcu przyczółek partii Razem. Dla niewiedzących więcej dodam, że partia Razem to taka grupa ludzi o poglądach od Ernesto Che Guevary po Trockiego, z Leninem jako umiarkowanym wyrazicielem idei sprawiedliwości społecznej, choć dzisiaj nie do końca sprecyzowanej.

 

Właściwie to się nawet nie dziwię, bo każdy ma prawo do własnych błędów i nawet jak dorośli już coś przerobili, i nadal zmywają brud z rak, to nie oznacza, że młodzi tego tematu znowu nie wezmą za swój. I w swoje dłonie.

 

Dowiedziałem się o tej partyjce z czarnego marszu, choć może w Rzeszowie to było raczej czarne stanie w miejscu, relacjonowanego przez Korso.

Partie lewicowe mają dzisiaj problem tożsamości. Cały socjalny elektorat odebrał im PiS i zostali jedynie z tęczowymi parasolami w dłoniach i przepaskami na oczach.

Każdy w swej działalności publicznej podpina się, gdzie może. Ja chyba akurat nie muszę, ale innym trudniej bez tego. Tzw. lewica przypina się więc ostatnio do protestu kobiet, zakładając – niesłusznie – że na tym temacie wjedzie do Sejmu.

 

Temat dzieci, szczególnie tych nienarodzonych, jest tematem drażliwym. Najłatwiej próbują go unikać ci, którzy dzieci nienarodzonych nie uważają za dzieci. Próbują, ale nie bardzo im się udaje. No bo pozostaje pytanie: a w którym to tygodniu nie dziecko staje się dzieckiem/człowiekiem i dlaczego? I wszyscy jako tako – a nie ideologicznie – myślący wiedzą, że nie ma na nie dobrej odpowiedzi. Są tylko głupie odpowiedzi.

 

A już absolutnie najgłupsza jest ta, że dziecko z jednej strony waginy nie jest dzieckiem, a za chwilę, z drugiej strony już jest. Ale i takie odpowiedzi słyszałem.

 

Ze zdjęcia w Korsie odczytałem hasła, jakie młodzi ludzie, także mielczanie, trzymali na czarnym postoju. A oto i one:

Stop barbarzyństwu – (w moim rankingu absolutne pierwsze miejsce)

Moja macica to nie twoja broszka – (nie rozumiem)

Aborcja była, jest i będzie – (całkiem jak Lenin, wiecznie żywy)

Kobieta to nie inkubator – (tak, kobieta to coś nieskończenie więcej)

Martwe nie będziemy rodzić – (nie jest to niemożliwe)

 

Widać, że protestowali wyłącznie ludzie w wieku bardzo rozrodczym.
Chłopy, jak to chłopy, najczęściej są głupi i mają tylko jedno na myśli, więc ich pominę (może z jednym wyjątkiem).

 

Natomiast pomyślałem sobie o tych młodych kobietach. I pomyślałem, ile z nich za chwilę będzie miało problemy z zajściem w ciążę, co dzisiaj jest powszechne i czego im szczerze nie życzę.
I jak to będzie, kiedy sześciotygodniowe serduszko ich bardzo oczekiwanego dziecka (bo wtedy zaczyna bić serce), w ósmym czy dziewiątym tygodniu przestanie być słyszalne? I co sobie wtedy pomyślą? Może: co tam, to tylko zygota! Albo: to przecież nie człowiek, tylko splot komórek! Za drugim, trzecim…ósmym razem się uda.

 

Dlaczego szanowne panie jesteście za zabijaniem? Ja wiem, że chodzi wam głównie o możliwość zabicia downa, ale czy tylko? A dlaczego downa? Myślicie, że to nie dziecko? No i dlaczego oczekujecie, że ktoś wtedy, na wasze żądanie, zabije to wasze dziecko? Takie jest wasze prawo człowieka? Prawo człowieka, by zlecić komuś zabicie człowieka? Waszego dziecka?

 

Zastanówcie się młode damy, jeśli choć trochę jesteście uczciwe wobec siebie. Ja wiem, że życie jest ciężkie. Ale naprawdę nie jest rolą społeczeństwa by opłacać wasze szczęście czyimś nieszczęściem.

 

A teraz będzie do pana Zbigniewa Wawera, który musiał na czarnym staniu przed urzędem wojewódzkim „wykrzyczeć sprzeciw i wściekłość”.

Może zrobi pan kiedyś karierę, jak Ernesto. On się nie patyczkował. Strzelał w łeb, jak tylko ktoś nie miał (jego) racji. Pan zaczyna od mniej niebezpiecznych akcji. Ale wszystko przed panem. Niech pan walczy wraz z kobietami o ich „podstawowe prawa” do zabijania. Niech pan walczy z fanatykami, którzy zabraniając zabijać, nie pozwalają decydować kobietom o „ich życiu czy zdrowiu i przyszłości”.

Rozumiem, że popiera pan pierwszy projekt złożony w Sejmie. Czyli każdy, w każdej sytuacji i o każdej porze do dwunastego tygodnia może sobie kogoś zabić. Kogoś, kto oczywiście nie jest człowiekiem. Bo człowieka zabić nie można.

 

To ja panu doradzę coś na próbę: niech sobie pan zabije psa. Trzymiesięcznego. Sam. Swoimi rękami. Weźmie pan nóż i poderżnie mu gardło. Albo coś jeszcze bardziej okrutnego. Na przykład na żywca obedrze go pan ze skóry, porozcina na kawałki, albo coś więcej. Czerpać można zarówno z Berii jak i Mao Tse Tunga. Ernesta nie wykluczając.

A potem niech nam pan opisze, jakie to uczucie.

 

Wyrok pan dostanie w zawieszeniu, choć może i nie, bo za psa każą srożej niż za płód ludzki.
Ale tyle doświadczeń, że warto zaryzykować. Nie wiadomo, jakie czasy idą. Może się przyda.

Andrzej Talarek

Zgłoś post do moderacji