Felieton o wypróżnianiu się


 

 

„I nagle przychodzi taki wielki oddech. Największy wydech świata.

To najbardziej uskrzydlające przebudzenie. Pięć minut – i masz z powrotem swoje życie”.

 

To są zdania z wywiadu Natalii Przybysz dla Wysokich obcasów, w którym opowiada, jak przerwała na Słowacji ciążę. Ma już dwoje dzieci, mieszkanie 60 m2, narzeczonego i ułożone życie. No i ta trzecia ciąża, która wszystkim zatrząsnęła, i to trzecie dziecko, które wszystko mogło zburzyć. Więc je zabiła.

 

I teraz napisała piosenkę. O zabijaniu swojego dziecka. Nie ma w niej krwi, jest dość enigmatyczna, nie dosłowna. Taka, że aby ją zrozumieć, potrzeba wywiadu dla Wysokich obcasów. I wyłożenia w nim całej swej ideologii.

Pokrótce streszczenie: kochali się w śnie, więc bez kontroli, zaszła w ciążę, choć łudziła się, że nie wpadnie, w sieć, lecz los chciał inaczej, wtedy poczuła się jak we mgle, marzyła, by nadal była ich czwórka choć jeszcze raz, skonstatowała, że w roku miłosierdzia mówi się o karaniu kobiet więzieniem, zażywała jakieś tabletki na wrzody żołądka, 42 sztuki, bez skutku, potem pojechała na Słowację, dla tych pięciu minut zabijania, które nazywa znikaniem.

„Ciało jest moje i dusza”.

 

A tu cały tekst piosenki. Zawarte w tekście nielogiczności mogą coś znaczyć, nie wiem co.

 

Przez sen, ten głupie sen

Kochali się i stracili sens

 

Przez sen, ten piękny sens

Złudzenie ze nie wpadną w sieć

Gęstą sieć

 

Niechciane listy los nam śle

Powiedział jej

A ona jak we mgle

 

Domem, kwadratem

Bądźmy choć raz, jeszcze raz

Jeden raz

 

A w roku miłosierdzia

Święta w więzieniu spędzam

Bo ciał jest dla domem

A dusza gościem

A w roku miłosierdzia

Święta w więzieniu spędzam

Ciało jest moje

I dusza

 

Przez sens

Przez morze łez szukali aż znaleźli lek

Cwany?

Nie, nie

42 dreszcze i sny

Tabletki, pomóżcie wreszcie mi

 

Warszawa, Kraków, Słowacja dom

Dla pięciu minut znikania

By cofnąć los

Przez sen, przez sen

 

A w roku miłosierdzia

Święta w więzieniu spędzam

Bo ciał jest dla domem

A dusza gościem

A w roku miłosierdzia

Święta w więzieniu spędzam

Ciało jest moje

I dusza

 

 

Pamiętam seksdziennikarki, które puszczały się, by relacjonować potem swoje odczucia i odkrycia. Teraz przyszła pora na piosenkarki, które zabijają swoje dziecko, by śpiewać o swoim nieszczęściu i o zabijaniu dziecka.

 

Największy wydech świata. Ten największy wydech jest traktowany jak największe wypróżnianie się. Po największym zaparciu. Którego inaczej usunąć nie można było.

 

Tak to mniej więcej wygląda w wykonaniu pani Przybysz, ale także w protestach tych wszystkich „czarnych wdów”, które są przeciwko niemożności bezkarnego, łatwego zabijania, kiedy tylko życie, czyli los, przyśle im niechciany list.

 

„Bo ciało jest moje i dusza”. A najbardziej ciało.

Ciało, na które czyhają mężczyźni, a głównie Kaczyński i Hoser.

 

A Maria Czubaszek – jak pani Przybysz mówi w wywiadzie – jest „już bezpieczna w niebie”. Nie określa, jakie to niebo. Ja myślę, że najpewniej jest to niebo zapełnione zabitymi dziećmi, w którym Czubaszek, nienawidząca dzieci, spędzi całą wieczność.

 

Nazywam się niebo

Mam wszytko co trzeba

To ja jestem księżyc i słońce

Choć usta masz miękkie

I ciało gorące

Zasypiasz a ja dalej biegnę

 

Jest to (wg. pani Przybysz)  „piosenka o kobiecie, która jest stworzona do tego, by mieć przyjemność podczas seksu, bo może mieć dużo orgazmów, a mężczyzna zasypia,

cześć, pa!”

 

Zgłoś post do moderacji