Trump i koniec świata lewicowych mediów


 

Kiedy w końcu września napisałem felieton pod tytułem „Wolę Donalda Trumpa” (http://felieton.blog.onet.pl/2016/09/27/wole-donalda-trumpa/), wcale nie byłem pewien, że on wygra wybory. Skłamałbym, mówiąc to dzisiaj.
Wiedziałem wtedy na pewno jedno – że „nie podoba mi się ta cała socjalistyczno – liberalna zgraja wokół niej (Hilary Clinton), która robi nam wodę z mózgu”.

Teraz, kiedy wygrał Trump, nie powiem, że oto skończył się świat, jak usiłowały nam wmówić lewicowe media (a znakomita większość mediów jest lewicowa). Ameryka, a więc i świat, tak zasadniczo i gwałtownie po dzisiejszym dniu się nie zmieni.

Dzisiaj mogę jednak z całym przekonaniem powiedzieć, że oto kończy się świat lewicowych mediów. Świat, który nie jest, nie był, światem prawdziwym, ale światem wykreowanym przez lewicowe media. Światem, w który mieliśmy wierzyć, my, maluczcy.

Ale stało się tak, że maluczcy w ten świat nie uwierzyli. Ale uwierzyły w ten swój, wykreowany, stworzony przez siebie świat, właśnie lewicowe media i duża część społeczeństwa o lewicowo – liberalnych przekonaniach. Uwierzyli i przegrali.

Bo ten świat na naszych oczach rozpada się jak domek z kart.

Nie ma świata, którym nas do niestrawności karmiono. W Polsce i w USA. I we Francji – choć tam jeszcze w niego wierzą, i w Niemczech. Wszędzie.

Świat jest inny. O wiele bardziej skomplikowany. Nie tęczowy. Nie taki, gdzie wszyscy się cieszą, jak jeden z drugim homoseksualista bierze ze sobą ślub i adoptuje dziecko. Nie jest bez podziału na państwa i narody. Bez rodziny, która miała być niepotrzebna. I ostatecznie bez Boga.

Dla ludzi w swej większości historia się nie skończyła, moralność nie jest tak zupełnie niepotrzebna, najważniejsza jest rodzina, potem naród, a potem nasza własna, chrześcijańska cywilizacja. Ta właśnie którą lewicowe media tak usilnie zabijały przez lata, by mogły na jej gruzach rozkwitać bezideowe, wyprane z innych niż konsumpcyjne wartości i potrzeb posteuropejskie społeczeństwo i napływający ze wszech stron islam.

Ten świat się właśnie kończy. Wygrana konserwatywnej Ameryki jest najdobitniejszym tego dowodem.
Na nic zmasowany atak na Trumpa i Amerykę „moherów, zacofańców, ksenofobów”, na nic fałszowane wyniki sondaży, żeby „ciemniaków” przekonać, by dołączyli do „światłej” części narodu.
Na nic.

Nie wiem, jaka będzie Ameryka. Jaki będzie świat. Wierzę, że na brakujące stanowisko sędziego Sądu Najwyższego nowy prezydent mianuje człowieka o konserwatywnych poglądach. To ważne. To bardzo ważne. Bo zmiany społeczne zaczynały się od Ameryki.

Nie wiem, jaki będzie stosunek USA do naszej części świata. Myślę, że zmieni się, bo czasy są całkiem inne, ale że zmieni się na co najwyżej tyle, byśmy nadal byli bezpieczni.
Zapewne musimy się zbroić szybciej i intensywniej. Bo słabych nikt nie potrzebuje. Trump w szczególności.
Ale czy można szanować słabych?

Świat jest miejscem ścierania się wszystkich ze wszystkimi. I tylko liberalne media usiłowały nam wmówić, że trzeba mieć dla słabego, dla dziada, dla nieroba szacunek. Obojętnie, czy to pojedynczy człowiek, czy naród.
A tak nie jest i nie będzie.
Wygrywa silniejszy. Bardziej przewidujący. Dalej widzący. A takim okazał się Trump.

I bierzmy z niego przykład.

 

Zgłoś post do moderacji